Polemika o sytuacji demograficznej – Republika Bialeńska Przeskocz do treści

Polemika o sytuacji demograficznej

Specjalnie zakładam osobny wątek, żeby sprowokować dyskusję. Nowy wątek będzie bardziej widoczny, aniżeli post w wątku zbiorczym.

O samej gazecie - "Postcriptium" to garapeńska gazeta wydawana m.in. w Dreamlandzie, prowadzona przez Casimira de Viriesa (nie posiada on konta w Bialenii, a przynajmniej pod takimi personaliami). Dziś, tj. 29 sierpnia na łamach tej gazety pojawił się artykuł "Układ mikronacyjny się betonuje?".
http://postscriptum.cba.pl/uklad-mikrona...-betonuje/

Wpis przyciągnął moją uwagę cytując moje słowa: "nie stworzą liczebnej mikronacji i za wszelką cenę nie wesprą innej nacji w rozwoju" wypowiedziane kiedyś tam w kontekście o zakładaniu mikronacji liczących mieszkańców mniej niż 5 osób. Chyba pisałem tak o Slawonii, że @Ludwik Tomović powinien wesprzeć Trizondal, zamiast bawić się w prezydenta państwa symulującego bałkańskie klimaty. Równocześnie mógłby to zrobić w ramach Trilandu.

Niemniej, nie zbaczam już więcej z pierwotnego tematu i wracam do ów artykułu Garapeńczyka. Wysunął taką tezę (zacytuję wraz ze wstępem): "Zdecydowana większość istniejących dziś mikronacji powstała w przeciągu wyżej wymienionych ostatnich 10 lat. Cóż zatem, jakby w ciągu tych 10 lat nowe mikronacje w ogóle nie powstawały? Odpowiedź jest oczywista – dziś by nie istniały, a Mikroświat byłby ograniczony co najwyżej do dwóch czy trzech mało licznych mikronacji".

Teza już na samym początku jest błędna, jeśli chodzi o analizę panujących współczesnych trendów mikronacyjnych. W 2007 roku liczebność mikronautów była około 3-4 krotnie większa. Można by o dokładną liczbę zapytać się kogoś z tego okresu, wszakże niektóre "dinozaury" z tamtych czasów przetrwały do dziś, ale są to wyjątki. To było raz, a dwa... demograficznie w mikronacjach był przyrost naturalny. Mikronacje takie jak Sarmacja, Dreamland czy Trizondal nie musiały martwić się brakiem nowych "duszyczek". A jak wiadomo, nowe "duszyczki" to największy napęd mikronacji, powodujący nagłe przyspieszenie inicjatyw, i ogólny odzew - a co za tym idzie, mikronacja jest aktywna we "współczesnej" definicji (przypominam, że mikronacje kiedyś to były proste strony HTML).

Tak więc jeśli nie było kryzysu demograficznego, nikt się nie martwił, że pewnego dnia wstuknie adres "sarmacja.org" i ujrzy, że ostatni post napisano 1,5 miesiąca temu. Nikt nawet nie zwracał uwagi, że jakieś dzieciaki zakładały swoje mikro-mikronacje w ramach hostingu yoyo.pl (stąd nazwa yoyonacje), a charakteryzowały się niską wartością merytoryczną (i mentalną również). Stąd pojęcie "yoyonacji" przenikło do języka mikronautów raczej w negatywnym sensie, jako coś byle jakiego i tymczasowego. "Tymczasowego" w takim sensie, że owe yoyonacje nie "przeżywały" roku. Taki los spotkał prawdopodobnie 70-85% wszystkich założonych mikronacji (strzelam szacując). Tylko te najbardziej wartościowe przeżyły powyżej roku, istniały do pewnego momentu, aż nie padły.

To teraz przechodzimy dalej do analizy - dlaczego mikronacje upadają pomimo liczebności i panującej "merytoryczności"? Dochodzimy do dzisiejszego problemu - brak zainteresowania dalszego mikronacjami. Przestało przybywać nowych mieszkańców, grono mikronautów wzajemnej adoracji zaczęło się nudzić, ludzie zaczęli odchodzić. Nawet mógłbym stwierdzić, że kwestia Al-Rajnu (piszę poprawnie zgodnie z zasadami języka polskiego!), Agurii czy też obecnie Santery - czyli kwestia kloningu, to efekt raczej nudy, sztucznego podtrzymania życia w mikronacji. Coś w rodzaju ratunku.

Reguła jest prosta: Nie ma nowych mieszkańców - zaczynamy się nudzić - odchodzimy - wszyscy zapominają o mikronacji - niekontrolowana strona znika w odmętach internetu. Stąd najsilniejsi próbują przyciągnąć do siebie jak najwięcej osób, aby grupa ludzi pracowała nad jednym organizmem. Potencjalnie również inni mogą przyciągnąć do większych innych. Więksi również mają większą szansę na to, że zdobędą nowych mikronautów na drodze reklamy. Ale nie oszukujmy się - nikt jeszcze nie wymyślił realnie efektywnego sposobu reklamowania mikronacji. Najlepszy przykład, to reklama Bialenii na MPC Forum - wyzwiska od schizofreników, prawników powiększających "e-penisy", etc.

"Złoty okres" mikronacji to właśnie dekada 200-2010. Wtedy najwięcej powstawało i upadało mikronacji. Grono mikronautów było najliczniejsze, a przypływ nowych osób był jak najbardziej dodatni. Tylko że to był okres funkcjonowania różnych for, Gadu-Gadu, MojejGeneracji i Naszej-klasy. Fora dyskusyjne rozwijały się, przeżywały swoje apogeum. To właśnie w tej dekadzie doszło do zmian definicji "mikronacji", czyli Nasze ukochane wirtualne państwa stały się forami - centrami życia kulturalnego w oceanie zwanym "internetem", a nie jak dotąd listami dyskusyjnymi przesyłanymi e-mailem i prostą stroną HTML.

A sam obecny kryzys jest spowodowany odejściem m.in. od for dyskusyjnych. Ale to głównie odczuwalny jest spadek zainteresowania mikronacjami. Ciężko jest ludzi zachęcić do rejestracji, a co dopiero do aktywności tutaj. Dlatego obecnie każdemu większemu organizmowi zależy na tym, aby mieć jak najwięcej mieszkańców wiernych centrali, a nie jak najwięcej sąsiadów.

"Czy nie warto jednakowoż się zastanowić, dlaczego Mikroświat doświadcza zjawiska egzystencji we wnętrzu czarnej dziury? Czy takie opresyjne prawo, postawa wobec nowych mikronacji i tworzenie z Mikroświata kółka wzajemnej adoracji, z którego wystąpienie grozi ostracyzmem dokonywanym przez ogół społeczeństwa mikronacyjnego, podążający w owczym pędzie za pewnymi osobami trzymającymi stery w takiej Sarmacji czy Bialenii, nie wpływa przypadkiem na ów „kryzys”?".

Totalnie błędne rozumowanie obecnej sytuacji. Już wyjaśniłem dlaczego obecnie w dyplomacji oraz w "polityce" skierowanej do nowych mieszkańców dzieje się tak, a nie inaczej. Nie żyjemy w żadnej czarnej dziurze, po prostu patrzymy jak mikronacje kurczą się i zaczną się ograniczać tylko do "starych wyjadaczy" zabawy ze "starego" okresu. Każdy coś stworzył w ramach mikronacji, każdy poświęcił temu uwagę i czas. Nikt nie chce, aby jego dziedzictwo zniknęło z dnia na dzień.

Osobiście nie mam nic przeciwko powstawaniu nowych mikronacji. Nawet kibicuję Kugarii czy też Suderlandowi, aby urosły do rangi Bialenii. Jednakże całkiem inaczej będę patrzeć na kraje stworzone przez starszych mikronautów (przypadek Ludwika Tomovicia oraz jego Slawonii), czy także również inaczej będę patrzeć na mikronacje, które małpują Bialenię. I tak, to prawda. Mikroświat zależy od młodych mikronacji.

Myślał i pisał - tutaj Hewret